stat4u
RSS
niedziela, 20 maja 2012
Chaszcze

Przebiegłam dziś 14 km w czasie 75:30, średnie tempo 5:23 min./km. Po jakichś chaszczach biegłam, drogach rozrytych przez dziki i guźce (to takie afrykańskie świnie, hehe). Muszę się zaraz obejrzeć, czy nie mam kleszczy, bo zapomniałam przy porannej toalecie. Biegłam dziś w adidasach Stelli McCartney. No niestety – natarły mi ponownie obie pięty, na jednej bąbel, a na drugiej bolesny odcisk sporych rozmiarów. No i chyba nie przystosują się te buty do stopy. Nie widzę ku temu możliwości technicznych. Szkoda, bo takie ładne. Ale dopiero na jedenastym kilometrze czułam ból, czyli na dychę teoretycznie można by w nich biegać. Choć sprawdziłam na blogu – pierwszy raz natarły mnie na dystansie 10 km.

O Styczniowym nie chce mi się pisać. Może później. Nie odzywam się do niego. Wyłożyłam mu wczoraj pobieżnie mój punkt widzenia, czyli to, co napisałam na blogu. Zapytałam go, dlaczego w piątek mnie zaggadnął, wysyłając dzień dobry i już się nie odezwał więcej. Otóż przywitał się i zajął się swoimi sprawami! Oto jego odpowiedź. Rzeczywiście godna osoby zafascynowanej rozmówcą, czyli mną – bo taka była jego werbalna deklaracja. To tylko jeden puzzel (taka jest liczba pojedyncza od puzzle?) w całej układance, którą sobie złożyłam. Facet nie ma empatii za grosz. Albo kabotyn, albo schizofrenik, albo (nieświadomy?) cham, gbur i prostak.

Wszędzie chaszcze - na trasie biegowej i na drodze życiowej. :D I jak się nie obrócisz, dupa z tyłu. Kiedyś czytałam, że samotność jest wtedy, gdy nie ma komu powiedzieć spierdalaj. No, ja ciągle mam komu, hehe.

sobota, 19 maja 2012
Strange

Facet jest po prostu dziwny. Ma jakieś rozszczepienie między myśleniem a działaniem. Przełknęłam raz, dwa, trzy, ale teraz już się nazbierało i z tych puzzli układa mi się portret psychologiczny osobowości niespójnej, rozdartej. Jego deklaracje mocno nie konweniują z jego postępowaniem, jakby były w nim dwie osoby. A nawet czasem i wypowiedzi stoją w opozycji do siebie. Mimo oświadczeń, że rzekomo urzekła go moja osoba, odczuwam jakieś ekscentryczne lekceważenie. Nie ogarniam go mentalnie. Jak przedstawiłam sprawę szczegółowo Projektantowi, powiedział, żebym sobie nim nie zawracała głowy.

Przebiegłam wczoraj 10 km w czasie 52:51, średnie tempo 5:17 min./km. W ciszy, słuchając jedynie leśnych głosów. W empetrójce zepsuły mi się słuchawki, a raczej słuchawka, bo jedną obcięłam nożyczkami, żeby mi nie zawadzała. :D Muszę dziś poszukać nowych, bo choć czasem dobrze się wytłumić, to jednak muzyka zapobiega jednostajności.

czwartek, 17 maja 2012
Brand new record

Sieknęłam dziś 14 km, ale w połowie trasy nieco odsapnęłam, wyłączając stoper, bo mi się popsuła empetrójka i patrzyłam, co się z nią stało [się spociła, skubana]. Czas - 73:35, co daje średnie tempo 5:15 min./km! Mój rekord jesienny pozostał daleko w tyle. No gdybym nie odsapnęła - tak sobie myślę - to ile by wydłużył się czas? Góra jedną minutę. I biegłam dziś w nike’ach, bo zimno i mokro, ale już na trzecim kilometrze gorąco mi było w stopy.

Życie po biegu różni się od życia przed biegiem. Często diametralnie.

Deszczowo

Ciągle pada. Od wczoraj. Byłam wczoraj u fryzjerki i taką piękną fryzurę mi ułożyła przy pomocy prostownicy, że ach i och. I gówno dziś z niej zostało, że tak powiem, hehe.
Dziwnie układa się nasza znajomość ze Styczniowym. Rzucił wczoraj dwie propozycje: koncert w Gołdapi, heh (ukłon w stronę Sinobrodego) oraz wycieczkę rowerową, ale po asfalcie, bo on póki co ma szosówkę, co to nie znosi innych nawierzchni. Wczoraj nic mi do głowy nie przychodziło oprócz tras za Starymi Juchami, do których mamy około 20 km, z tym, że ja jechałabym tam lasem, a on drogą asfaltową. I na tym stanęło. Dziś przyszła mi do głowy inna trasa, tylko nie mogę sobie przypomnieć, jak tam wygląda droga przy Rożyńsku. Tylko co to za przyjemność taka jazda asfaltowa?

Oglądam ostatnio stare odcinki Wojewódzkiego, który tak oto określił muzykę Turnaua: izba wytrzeźwień od rzeczywistości. Ten facet nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Sięgnęłam wczoraj do mojej biblioteczki po Ucieczkę od wolności Fromma. Piękne rozważania w kontekście utożsamiania wolności z samotnością. Czy wolny oznacza zawsze samotny? I czy samotny oznacza wolny? Oto są pytania! Na pewno wrócę do tych rozważań, ale wzywa mnie teraz codzienność.

poniedziałek, 14 maja 2012
Czyta, więc jest :D

Przebiegłam dziś 10 km w czasie 54:10, średnie tempo 5:25 min./km. Przy zachodzie słońca.
Styczniowy wymigał się od odpowiedzi na pytanie, czy nadal kocha żonę. Gdy mu zapodałam temat, że między miłością a nienawiścią jest tylko cienka, czerwona linia – podobnie jak między rozsądkiem a szaleństwem, powiedział, że o tej pierwszej dychotomii coś wie. A ja wiem coś o obydwu. :D

Na moje pytanie, czy o mnie myśli czasami, Alek odpowiedział alkowo:
- Czytam, więc myślę. :-) Idąc dalej tym tropem - skoro myślę, więc jestem. Ergo - czytam, więc jestem.

Skazana na Alka

Styczniowy stwierdził wczoraj, że nie może się pogodzić z rozstaniem z żoną...
- No bosz – stuknęłam się w ten swój ffioński blond-łeb – przecież on jest żonaty!
Czy trzeba bardziej nieoczekiwanego zwrotu akcji? A raczej oczekiwanego w świetle moich ostatnich perypetii z Sinobrodym. Jeden nie może się rozstać z kochanką cudzego męża, a drugi z własną żoną.
Chyba jestem skazana na Alka. :D

niedziela, 13 maja 2012
Zazdrość i alko-holizm

Na randkach, jak tylko spotkałam się ze Styczniowym vel Seksownym [dwojga imion :D], od razu drgnęło. Norma! Napisał do mnie ponownie jeden pan, którego kiedyś zagadnęłam o sport, ale jego odpowiedź nie wydała mi się satysfakcjonująca, więc odpuściłam sobie wtedy kontynuację korespondencji, oraz drugi facet, który ma napisane w opisie do wzięcia od zaraz, a ja zainteresowałam się w styczniu, czy aby do wzięcia na raz. :D Co ciekawe, w zainteresowaniach ma podane ubiór i moda! W zestawieniu z jego dwoma zdjęciami wyszedł mi wizerunek dandysa. W dodatku komunikatywny to on nie jest, o nie!

Od jakiegoś czasu nie pisałam do Alka, a wczoraj – jak się szykowałam na randkę – odezwałam się ni stąd, ni zowąd. Dziś też już zdałam mu relację z moich wizji nt. ffiońskich występów z Seksownym. Ciekawe, czy się odezwie. A może będzie zazdrosny? Nieeeee, Alek zazdrosny? Nie, nie.

Porandkowo

Pindrzyłam się wczoraj prawie cały dzień jak jakaś szajbnięta nastolatka. Zapytacie, co można robić cały dzień, przygotowując się na randkę. A można, można, sama jestem zdziwiona, hehe. Już nie mogłam się załapać do fryzjera ani kosmetyczki, to musiałam sama się uczesać i zrobić sobie hennę oraz – o ja Cię nie mogę! – makijaż, hehe. Dobrze, że nie malowałam paznokci, bo bym się już nie wyrobiła na 20:00. :D
Wszystko to po to, żeby spędzić 1 godzinę i 25 minut ze Styczniowym. No czyż nie popierdolone te randki?
Po spotkaniu otrzymałam pozytywną opinię o takiej treści: Nie spotkałem przez klika ostatnich lat tak interesującej i odpowiadającej mi osoby jak Ty.
No ale Sinobrody też pisał w samych superlatywach i zamilkł, bo nie wygrałam konkurencji z jego kochanką cudzego męża, o której próbował zapomnieć, rzucając się w nową znajomość – ze mną znaczy. Więc nie ma co się nastawiać ani nadymać. :D
W sumie facet jest nieco ponad 4 lata starszy ode mnie (młoooooody, nie?) i fizycznie to rzeczywiście dobrze wygląda: jako jeden z określających go przymiotników wybrał w portalu randkowym seksowny, ha ha ha. Coś w tym jest. No ale fizys to nie wszystko. Właśnie!
Ale tak sobie myślę, że np. ff wpada gdzieś z Seksownym, heh. I wszyscy łysi i brzuchaci rówieśnicy ff szaleją! Miasto obiegają plotki, że ff wyrwała Seksownego! :D I że Seksowny bardzo jej pasuje do nowych dżinsów albo T-Shirta, o! :D
Wygłupiam się oczywiście i mam nadzieję, że on nie znajdzie tego bloga, bo jeszcze by się obraził za sklasyfikowanie go jako dodatek do ffiońskiej garderoby, nie? :-)

Zapomniałabym napisać, że wczoraj przebiegłam 13 km w czasie 70:39, czyli w średnim tempie 5:26 min./km. Wychodzi na to, że mój jesienny rekord na 14 km, który wynosił 78 minut, został o mało co pobity. Maksymalne tempo wyniosło 4:01 min./km! Jest git. :D

sobota, 12 maja 2012
Woale i burki

Wysłałam Styczniowemu esemesa, że coś mi wyskoczyło na twarzy i czy mogę przyjść w woalu. Odpowiedział:
- Dopuszczam afgańską burkę. Sam przebędę w stroju Zorro albo Batmana, w zależności, co lubisz – tradycję czy nowoczesność. :D
Odpowiedziałam:
- Obejrzałam burki na allegro. Nie wiem, czy zdążą z dostawą na dziś.
A teraz idę pobiegać. Chyba.

Tagi: farfocle
10:36, ffi.ona
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2012
Uzależnienie

Wczoraj jednak się wybrałam do lasu mimo gorąca. Przebiegłam 10 km w tempie 5:27 min./km. Czas całkowity 54:29. A dziś tak wzrosła temperatura powietrza, że odpuściłam. Mam nadzieję pobiegać jutro rano, o ile nie będzie lało. Ma być ochłodzenie. Bieganie uzależnia.
Styczniowy dziwił się, że mogę biegać codziennie. On nie może – po intensywnej jeździe na rowerze lub pływaniu robi sobie przerwę. A ja mogę, o!

Jutro most, choć chętnie przesunęłabym to spotkanie. Nie wymieniliśmy się zdjęciami. Ma to być randka w ciemno.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37